Skip to main content
Site
Podcast Koinonii Jan Chrzciciel
...bo wiara rodzi się ze słuchania
7 miesięcy temu

Poranny Suplement Diety #442: Jezus ma czas...

Transcript

Komentarz ojca Alvaro Grammatica do Ewangelii według św. Jana 11, 1-45, na piątą niedzielę Wielkiego Postu, 22 marca 2026 roku. Był pewien chory łazarz z Betani, ze wsi Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat, Łazarz, chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość. Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł, choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę i Łazarza. Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów,— Chodźmy znów do Judei,— rzekli do niego uczniowie.— Rabbi, dopiero Żydzi usiłowali cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział, Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeśli ktoś chodzi za dnia, nie potyka się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeśli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich, Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę go obudzić. Uczniowie rzekli do niego, Panie, jeśli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie, Łazarz umarł, ale raduje się, że mnie tam nie było ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. A Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów, Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie, aby Tania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów. I wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po utracie brata. Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa, Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus. Brat twój zmartwychwstanie. Marta mu odrzekła. Wiem, że powstanie zmartwychwstanie, w czasie zmartwychwstania, w dniu ostatecznym. Powiedział do niej Jezus. Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we mnie wierzy, to choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała mu. Tak, panie. Ja mocno wierzę, że ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała ukradkiem swoją siostrę, mówiąc, nauczyciel tu jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła na miejsce, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go, padła Mu do nóg i rzekła do Niego, Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus zobaczył ją płaczącą i płaczących Żydów, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał, gdzie go położyliście? Odpowiedzieli mu, panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili, oto jak go miłował. Niektórzy zaś z nich powiedzieli, czy ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus powiedział, usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego, Panie, już cuchnie, leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej, Czy nie powiedziałem Ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł, Ojcze, dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz, ale ze względu na otaczający mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś. to powiedziawszy zawołał donośnym głosem, Łazarzu, wyjdź na zewnątrz. I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami. Twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus, rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Kiedy czytamy ten fragment Ewangelii, nasuwa się pytanie, dlaczego Jezus pozwolił, aby Łazarz umarł i dlaczego dopiero potem Go wskrzesił? Jakie były przyczyny? Apologetyczne? Pedagogiczne? Doktrynalne? A może po prostu ludzkie? W poszukiwaniu odpowiedzi mogą nam być pomocne pewne uwagi znajdujące się w tym fragmencie Ewangelii. Przede wszystkim uderzające jest to, jak Jezus nazywa Łazarza. Mówi, nasz przyjaciel. Podobnie, gdy siostry Łazarza, Marta i Maria, posyłają do niego wiadomość, że ich brat jest chory, podkreślają, panie, oto choruje ten, którego ty kochasz. Między Jezusem Ałazażem i Jego siostrami istnieje więc relacja miłości. Ta wzmianka nadaje ich relacji ludzki, nacechowany uczuciem wymiar. Dla Jezusa Łazarz nie był kimkolwiek, był Jego przyjacielem. Jezus jest wrażliwy na przyjaźń i nie może być inaczej, ponieważ stał się człowiekiem i dlatego Jego miłość jest pełna uczucia, jak przypomina o tym papież Franciszek w swojej ostatniej encyklice Dileksit nos w punkcie 61. Ciąg wydarzeń opisanych w tym fragmencie Ewangelii pokazuje to uczucie Jezusa jako przyczynę cudu wskrzeszenia. Kiedy przyszedł do Łazarza, ten nie żył już od czterech dni. Jezus się spóźnił. Marta i Maria mają o to do Niego pretensje. Widząc cierpienie Marii, która z płaczem upadła Mu do stóp, widząc także płaczących Żydów, Jezus głęboko się wzrusza i prosi, aby Mu pokazano, gdzie położono Łazarza. chce zobaczyć swego przyjaciela, gdzie się znajduje, jaka jest jego sytuacja. Usłyszawszy odpowiedź, panie, chodź i zobacz, Jezus wybucha płaczem. Niektórzy autorzy twierdzą, że przyczyną płaczu Jezusa jest niewiara, inni, że grzechy ludzkości. Bardziej oczywisty i ewangeliczny wydawałby się jednak wniosek, że Jezus płacze, ponieważ kocha Łazarza. cierpi z innymi i razem z nimi przeżywa utratę przyjaciela. Zaświadczają o tym obecni tam Żydzi, mówiąc o to, jak Go miłował. Możemy więc powiedzieć, że to miłość Jezusa do Łazarza spowodowała cud wskrzeszenia. To właśnie czyni i dla nas Boża miłość, przywraca nam życie. Łatwo jest zachorować na jedną z wielu chorób, które nieuchronnie prowadzą do egzystencjalnej śmierci, pozbawiającej nas jakiejkolwiek nadziei na zmianę. Potrzebujemy głębokiego uzdrowienia pochodzącego jedynie z miłości, takiej, która potrafi przyjmować, potrafi być blisko, pocieszać, takiej, która nas nie opuści. Na tym właśnie polega misja Jezusa, zawsze być z nami. W kontekście tej ewangelicznej sceny ukazującej prawdziwe, pełne miłości oblicze Boga, warto się nie zniechęcać w sytuacjach, kiedy wydaje się, że o nas zapomniał. Jego miłosierdzie zawsze przychodzi, aby nas podnieść. Jesteśmy zaproszeni, by trwać w pokoju i nie rozpaczać, ponieważ dla Boga możliwości zawsze istnieją. Jednocześnie my sami jesteśmy wezwani, aby stać się narzędziami uzdrowienia dzięki miłości, która dostrzega cierpienie bliźniego i potrafi się nim wzruszyć. To zaproszenie do prawdziwej bliskości, pełnej uczucia. A uczucie rodzi się w miarę jak przybliżamy się do ran naszych braci. Kiedy porusza mnie ich cierpienie, zostaję przy nich i nie uciekam do swojej strefy komfortu, która może mieć nawet religijny wymiar. Odważę się powiedzieć nawet, że wielu łazarzy choruje właśnie po to, aby mogło zrodzić się prawdziwe braterstwo, prawdziwa solidarność, prawdziwa braterska miłość pachnąca zmartwychwstaniem. Ewangelizacja nie może poprzestać na samym głoszeniu zmartwychwstania Chrystusa i innych prawd wiary, ale musi znaleźć swój wyraz w serdecznej i wielkodusznej gościnności. Przepowiadanie, choćby najbardziej ortodoksyjne, nie będzie wiarygodne, jeśli nie będzie mu towarzyszyć poczucie bycia przyjętym przez Tego, który głosi. a konkretnie nie uciekajmy przed złem i zamętem, które dostrzegamy wokół. Zamiast tego pełni empatii i mądrości pomagajmy przywrócić wiarę w nowe życie tym, którzy stracili już wszelką nadzieję. Zbliżmy się do siebie nawzajem nie po to, by osądzać, lecz by wysłuchać ran, które mówią i proszą o zrozumienie. Wtedy pustynia może znów zakwitnąć, my staniemy się znakiem zmartwychwstania, a zło nie będzie już budzić strachu.

Dlaczego właściwie Jezus nie spieszył się do swojego chorego przyjaciela? W komentarzu do Ewangelii na V niedzielę Wielkiego Postu o. Alvaro Grammatica spróbuje ukoić niepokój tych, którzy czekają na spóźniającą się Bożą odpowiedź. Dzisiejszy komentarz przetłumaczyli Elżbieta Wróbel i Robert Hetzyg, który też go dla nas przeczytał.


Napisz do nas! Wesprzyj nas!


Wszystkie odcinki z podziałem na cykle tematyczne znajdziesz na www.koinoniagb.pl/podcast Obserwuj kanał Podcast Koinonii Jan Chrzciciel w WhatsAppie

Find out more at https://koinonia.pinecast.co