Poranny Suplement Diety #443: Co Bóg potrafi zrobić?

Transcript
Komentarz Ojca Alvaro Gramatica do Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 26, na Niedzielę Palmową 29 marca 2026 roku. W Niedzielę Palmową liturgia przewiduje odczytanie Ewangelii opowiadającej o męce Jezusa. W tym roku będzie to Ewangelia według św. Mateusza. Chciałbym zatrzymać się na kilku wersetach. Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali go i potrząsali głowami, mówiąc, Ty, który burzysz przybytek i w trzy dni go odbudowujesz, wybaw sam siebie, jeśli jesteś Synem Bożym, zejdź z krzyża. Podobnie arcykapłani, wraz z uczonymi w piśmie i starszymi, szydząc, powtarzali, innych wybawiał, siebie nie może wybawić. Jest królem Izraela, niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w niego. Zaufał Bogu, niechże go teraz wybawi, jeśli go miłuje. Przecież powiedział, jestem Synem Bożym. Tak samo lżyli go i złoczyńcy, którzy byli z nim ukrzyżowani. Od godziny szóstej mrok ogarnął całą ziemię, aż do godziny dziewiątej. Około godziny dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem, Eli, Eli, lema sabachthani, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił. Słysząc to, niektórzy ze stojących tam mówili, Oneljasza woła. Zaraz też jeden z nich podbiegł i wziąwszy gąbkę, nasączył ją octem, umocował na czcinie i dawał mu pić. Lecz nie mówili zostaw, popatrzmy czy nadejdzie Eliasz, aby go wybawić. A Jezus raz jeszcze zawołał donośnym głosem i oddał ducha. Oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół. Ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać. Groby się otworzyły i wiele ciał świętych, którzy umarli, powstało. I wyszedłszy z grobów, po jego zmartwychwstaniu weszli do Miasta Świętego i ukazali się wielu. Setnik zaś i jego ludzie, którzy trzymali straż przy Jezusie, widząc trzęsienie ziemi i to, co się działo, zlękli się bardzo i mówili, prawdziwie ten był Synem Bożym. Czytając ten fragment, uderza prowokacja skierowana do Jezusa, zwłaszcza ze strony arcykapłanów, wraz z uczonymi w piśmie i starszymi, którzy wzywali Go, by ocalił siebie, zszedł z krzyża i w ten sposób udowodnił swoją niewinność. Rzucali Jezusowi wyzwanie, opierając się na Jego własnym stwierdzeniu, że jest Synem Bożym. Gdyby tak było, Bóg by go uwolnił. To było prawdziwe wyzwanie. Innymi słowy, te drwiny można by podsumować prostym pytaniem. Boże, co Ty potrafisz zrobić? To jest myśl, którą również i my nosimy w sobie. a która często pojawia się w obliczu trudności. Świadomie lub nieświadomie prowokujemy Boga, pytając, co będzie w stanie uczynić, czy zdoła nas ocalić, czy zdoła ściągnąć nas z krzyża, którego nie chcemy i który czasami wydaje nam się zbyt ciężki i niesprawiedliwy. Tak często reagujemy gniewem i goryczą, które sprawiają, że stajemy się cyniczni i zdesperowani. Z pewnością krzyż zaciemnia nasz wzrok, a w bolesnych chwilach stajemy się krótkowzroczni. Czasami w pewnych sytuacjach trudno jest dostrzec i poczuć bliskość Boga i że nas kocha. Jeśli nas kocha, to dlaczego pozwala, by zło zwyciężało? Dlaczego nie uwalnia nas szybko i całkowicie? Jest to zrozumiałe, ale nie może to być koniec naszej drogi wiary. Trzeba iść dalej, patrząc w przyszłość. Tam, gdzie jest krzyż, nigdy nie brakuje obecności Boga. Nigdy nie brakuje Jego interwencji. Nigdy nie brakuje zmartwychwstania. Nie zawsze jednak oznacza to zejście z krzyża, ale że trzeba pójść dalej. Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na zatrzymaniu się na sytuacjach bezsilności i popadnięcie w logikę buntu i rozczarowania wobec Boga. Tak postąpili ci, którzy pod krzyżem znieważali Jezusa, włącznie ze złoczyńcami ukrzyżowanymi razem z Nim. Jest to zaproszenie, by iść dalej z ufnością, nie pozwalając, by zwyciężyła chwila obecna. Podczas gdy oni szydzili z Jezusa, Jego Ojciec rozdarł zasłonę świątyni z góry na dół. Nie był nieobecny, ale opuszcza świątynię na zawsze, aby dokonać czegoś nowego, nowości symbolizowanej przestrzęsienie ziemi, otwarcie grobów i pojawienie się ciał świętych. Były to znaki działania Boga, które zapowiadały zmartwychwstanie. Nasz Bóg nigdy nie przestaje kochać i nigdy nie opuszcza tych, których kocha. Nawet gdy wydaje się, że go nie ma, w rzeczywistości jest obecny i przygotowuje coś nowego, nieoczekiwanego, co świadczy o jego bliskości. Jest to zaproszenie, aby dać oczy naszej wierze, aby nie pozostała uwięziona w trudnej teraźniejszości, od której chcemy uciec. Potrzebne jest szersze widzenie. Jak to osiągnąć? Trzeba umieć czekać tak, jak uczynił to Jezus, ponieważ nadzieja nie zawodzi. Na prowokacje nie odpowiada się głową strachem, zniechęceniem czy buntem, ale sercem i zaufaniem. Jezus nie odpowiedział na obelgi. Nie ustawał w wołaniu do swojego Ojca, składając swoje życie w Jego ręce. Nadal ufał i dzięki temu ujrzał życie. Dar zmartwychwstania. Jednak ta ufność musi być karmiona takim widzeniem, które potrafi dostrzegać znaki obecności Boga, nie tylko w chwilach jasnych, ale także w tych ciemnych. Dlatego musimy ćwiczyć nasze widzenie poprzez życie we wdzięczności, aby w ten sposób dostrzegać ślady Bożej dobroci w wydarzeniach naszego życia. Wdzięczność wzmacnia nasz wzrok, daje naszemu sercu widzenie, które wykracza poza teraźniejszość i pozwala dostrzec przyszłość, którą Bóg dla nas przygotował. Wtedy będziemy mogli powiedzieć tak jak Jezus przed grobem Łazarza. Ojcze, dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz.
Skąd tyle cynizmu i goryczy w oprawcach Jezusa? A może i nam grozi to samo? - Posłuchajcie komentarza o. Alvaro Grammatica do Ewangelii na Niedzielę Palmową. Tekst przetłumaczyła i odczytała Elżbieta Wróbel.
Wszystkie odcinki z podziałem na cykle tematyczne znajdziesz na www.koinoniagb.pl/podcast Obserwuj kanał Podcast Koinonii Jan Chrzciciel w WhatsAppie
Find out more at https://koinonia.pinecast.co