Skip to main content
Site
Podcast Koinonii Jan Chrzciciel
...bo wiara rodzi się ze słuchania
2 miesiące temu

Poranny Suplement Diety #462: Twardy grunt pod niepewnymi stopami

Transcript

Komentarz ojca Alvaro Gramatica do Ewangelii według św. Mateusza, rozdział 14, wersety od 22 do 33, na dziewiętnastą niedzielę zwykłą, 9 sierpnia 2026 roku. Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadał, a on sam tam przebywał. Łódź była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich, Odwagi, to ja jestem, nie bójcie się. Na to odezwał się Piotr, Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. A on rzekł, przyjdź. Piotr wyszedł z łodzi, krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru ulągł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął – Panie, ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc – Czemu zwątpiłeś człowiecze małej wiary? Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed nim, mówiąc – Prawdziwie jesteś Synem Bożym! W tym opowiadaniu ewangelicznym, choć w innej formie, wydaje się powtarzać ta sama sytuacja braku pożywienia na pustkowiu dla tłumu. Tym razem to sam Jezus zmusza uczniów, by wsiedli do łodzi, podczas gdy sam udaje się na bok, aby się modlić. Zostawia ich samych, by stawili czoła przeprawie przez Jezioro Galilejskie, w łodzi miotanej falami z powodu przeciwnego wiatru. Jezioro przedstawia ten sam obraz co pustynia – miejsce, gdzie brak zasobów, gdzie człowiek czuje się bezsilny i gdzie nawet Bóg wydaje się nieobecny. Jest to powszechne i częste doświadczenie opuszczenia, przerażającej samotności w obliczu ciężkich prób, które nie oszczędzają nikogo, nawet wierzących. Wszystko zdaje się sprzysięgać przeciwko nam, a nasze własne siły okazują się niewystarczające. Wołamy do Boga w nadziei, że przyjdzie nam z pomocą i uciszy burzę. Tak jednak się nie dzieje. Pomoc jest pewna, ale przychodzi w inny sposób. W tym fragmencie Jezus nie zostawia swoich uczniów samych. lecz idzie ku nim krocząc po wodzie, która z tego powodu wcale nie przestaje być wzburzona. Uczniowie są przerażeni. Strach bierze górę do tego stopnia, że uważają Jezusa za zjawę. Czy to naprawdę Jezus? A jeśli to On, dlaczego ratuje nas w ten sposób? Uczniowie po raz pierwszy widzieli Go chodzącego w taki sposób. Nie byli przyzwyczajeni do takiego działania. Była to dla nich zupełna nowość. Poprzez tę historię Jezus pokazuje, że nas nie opuszcza, że nigdy nie jesteśmy pozostawieni sami sobie i że Jego obecność jest realna, choć objawia się w nietypowy sposób. Po drugie, Jezus pokazuje, że można żyć pośród prób bez lęku. To, co się naprawdę liczy, to nie natychmiastowe rozwiązanie problemów, ale ufność w jego stałą obecność. Próby nas nie zatopią. Tak jak on kroczy po wodzie, tak i my możemy to robić. Trudności nie są znakiem jego nieobecności. Są natomiast znakiem nowego sposobu przeżywania wiary. Można iść naprzód zawsze i wszędzie, ponieważ nigdy nie jesteśmy porzuceni. Niestety często ulegamy przekonaniu, że gdy wszystko układa się dobrze, jesteśmy w komunii z Bogiem, a gdy pojawiają się problemy, już nie. Tak nie jest. Jego celem nie jest uciszenie morza, lecz pokazanie, że jest obecny, dodając odwagi, by pokonać wszelki lęk na naszej drodze. W tej perspektywie Piotr, podejmując próbę kroczenia po wzburzonej wodzie, staje się przykładem owego nowego sposobu przeżywania wiary. Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie. Jest to pierwsza modlitwa Piotra, na którą Jezus odpowiada – przyjdź. To powinno być również nasze pragnienie – żyć w ufności, nie zamartwiać się tym, czy wszystko układa się pomyślnie, ale móc spotkać żywego Pana nawet pośród życiowych prób. Jednak to kroczenie nigdy nie przebiega w prosty sposób. Wystarczy parę kroków, by zrozumieć, że sami nie damy rady. Piotr, choć widział, że cud działał również w jego przypadku, dał się zastraszyć silnemu wiatrowi, który wciąż wiał mu w twarz, sprawiając, że lęk, dopiero co pokonany, znów wziął górę. Zaczął tonąć. Pierwsze kroki, postawione z sukcesem, nie oparły się sile wiatru. Oto druga modlitwa. Panie ratuj mnie! Jezus natychmiast wyciągnął rękę, chwycił go i dodał napomnienie. Czemu zwątpiłeś człowiecze małej wiary? Jest to codzienne doświadczanie uczucia własnej słabości w obliczu trudności, które nas przerażają i wystawiają naszą wiarę na ciężką próbę. I to pomimo pozytywnych doświadczeń Bożej interwencji w naszym życiu. Wiara nie jest czymś, co posiada się raz na zawsze. Wymaga ona ciągłej pracy nad jej pielęgnowaniem. To nauka dostrzegania stałej obecności Boga i proszenia o siłę do kroczenia pośród prób ze świadomością, że cud nie jest nam dany jako stały posag, lecz wymaga zaufania do Tego, który nie męczy się wzywaniem nas do bliskości ze sobą. Musimy jedynie przemienić nasz lęk w modlitwę. Być może właśnie tego Jezus chciał nauczyć uczniów i nas wszystkich. Wtedy będziemy w stanie pokonać nasze lęki, dostrzegać stałą obecność Boga, nie biorąc Go za zjawę oraz czuć pod nogami twardy grunt i Jego rękę, która nas podtrzymuje.

Co robić, kiedy modlitwa nie przynosi natychmiastowych efektów, a Bóg – zamiast uspokoić fale – każe nam po nich chodzić? O tym, dlaczego Jezus nie zawsze rozwiązuje nasze problemy od razu, mówi dziś o. Alvaro Grammatica w komentarzu do Ewangelii na 19 niedzielę zwykłą (Mt 14,22-33). Tekst przetłumaczyła i odczytała dla nas Elżbieta Wróbel..


Napisz do nas! Wesprzyj nas!


Wszystkie odcinki z podziałem na cykle tematyczne znajdziesz na www.koinoniagb.pl/podcast Obserwuj kanał Podcast Koinonii Jan Chrzciciel w WhatsAppie

Find out more at https://koinonia.pinecast.co