Bunt przeciwko ograniczeniom - rozmowa z ks. Robertem Hetzygiem
W Spiżarni Wiary rozmawia Przemysław Krawczak

Transcript
Witajcie, drodzy moi. Tak macie prawo być zaskoczeni. Ci, którzy są z nami w Spiżarni Wiary, przynajmniej już od jakiegoś czasu, spodziewają się we środę albo siostry Joanny Nowińskiej i naszych rozmów o Biblii, albo dr Magdaleny Juźwik i rozmów o naszej wierze, o Kościele. A dzisiaj złamiemy tę ramówkę i to wcale nie z powodu wakacji. Dzisiaj zaprosiłem do naszego studia księdza Roberta Hecyka. Ksiądz Robert Hecyk jest prywatnie moim przyjacielem od kilkudziesięciu lat, jest również bratem w tej samej wspólnocie, w koinonii Jana Chrzciciel, ale to nie z tego powodu jest nasza dzisiejsza rozmowa. Otóż ksiądz Robert Hecyk od teraz oficjalnie staje się częścią zespołu Spiżarni Wiary. Będzie współuczestniczył i współtworzył treści na naszym kanale. W piątki będziemy spotykać się i rozmawiać z ludźmi Kościoła, z ludźmi żyjącymi wiarą. Będziemy prosić ich o świadectwa i wierzcie mi, że te świadectwa często są zupełnie nieoczywiste.
Speaker B:To wszystko w naszych rozmowach.
Speaker A:Nie będę wam w tej chwili zbyt wiele jeszcze zdradzał. Wszystko zobaczycie w swoim czasie. A dzisiaj, zanim zaczniemy nasze piątkowe spotkania, po prostu poznajcie Roberta. Posłuchajcie jego historii, historii jego życia, jego wiary, jego powołania. Skąd się wziął? Tak, żebyście mieli poczucie, że kiedy go będziecie słuchać, nie jest obcy. To jest już jeden z nas. Ja nazywam się Przemysław Krawczak, a to jest Spiżarnia Wiary, gdzie rozmawiamy o wierze, Biblii i Kościele.
Speaker B:Muszę Robercie przyznać, że bardzo trudno mi tę rozmowę dzisiejszą prowadzić, bo znamy się lat kilkadziesiąt, trzy dekady ponad. Więc jak łyse konie się znamy. A dzisiaj z Tobą muszę rozmawiać tak, jakbym spotkał Cię po raz pierwszy i nic o Tobie nie wiedział. Nie dla samego siebie.
Speaker C:Czyli obowiązuje efekt wow?
Speaker B:Nie wiem czy wow. To wow to będą robili nasi widzowie i słuchacze, mam nadzieję. Zobaczymy zresztą co będą robili. W każdym razie muszę Ciebie odkryć na nowo dzisiaj, właśnie dla naszych widzów słuchaczy, którzy być może widzą Cię po raz pierwszy dzisiaj na oczy i w ogóle kompletnie nie wiedzą, kim jest ksiądz Robert Hecyk.
Speaker C:Totus tuus, proszę Pana, cały Twój.
Speaker B:Zaraz zobaczymy, czy ty nie będziesz żałował tej deklaracji. Dobra Robert, więc ja postaram się wejść w taką rolę właśnie kogoś, kto nic o tobie nie wie. I w ktoś, kto nic o tobie nie wie, pierwsza rzecz, którą widzi, to jest to, że ty nie widzisz. To jest to, że jesteś niewidomy. Jesteś księdzem niewidomym. I to w ogóle wielu ludzi jak opisuje ciebie, żeby jakoś sobie ciebie opisać nie znając nazwiska, To mówi ten niewidomy ksiądz. I każdy wie, o kogo chodzi, o ciebie. I tak to mniej więcej funkcjonuje. To zacznijmy od tego, bo to oczywiście nie jest ani początek, ani najważniejsza historia w tym, o czym będziemy rozmawiali, ale od tego może zacznijmy. To ja może to powiem. Jeżeli nie jedynym, to na pewno chyba pierwszym księdzem w Polsce wyświęconym jako niewidomy.
Speaker C:W Polsce tak i nie słyszałem, żeby ktoś był po mnie. Natomiast nie na świecie i to ostatnio nawet w Portugalii chyba kilka lat temu wyświęcili gościa. Jest ktoś we Włoszech, jest ktoś w Stanach, w Afryce podobno, nie wiem czy nie w Indiach. Owszem, tak.
Speaker B:Jeszcze to weźmy, dotknijmy. Kiedy straciłeś wzrok?
Speaker C:Ja zasadniczo jestem osobą niewidomą od początku. Tyle tylko, że powiedzmy jako dziecko i młody człowiek miałem tam jakieś 0,5%. To znaczy, że widziałem kontury, widziałem jakieś kształty, a z bliska, bardzo bliska nawet kolory, Więc mniej więcej jakieś wyobrażenie o świecie mam, aczkolwiek to nie pozwalało mi na przykład swobodnie czytać, a więc moja edukacja wczesnoszkolna czy w ogóle cała szkoła podstawowa to była szkoła dla niewidomych. Później do szkoły średniej poszedłem już zwyczajnie do liceum ogólnokształcącego. No ale ogólnie rzecz biorąc właściwie możesz traktować, że jestem niewidomy od urodzenia. O tak tylko chciałem powiedzieć.
Speaker B:To, że nie widzisz też w jakiś sposób kształtowało twój sposób funkcjonowania. Ja cię znam już z tego momentu, w którym jesteś mega niezależny i jak na niewidomego. Wielu ludzi w ogóle nie orientuje się, że ty nie widzisz przez to, że sam podróżujesz. Że wiele rzeczy, które w takim popularnym ujęciu dla niewidomego są jakby niedostępne, ty to wszystko robisz. Ale tak było zawsze? Ty od zawsze nie godziłeś się z taką łatką niepełnosprawnego, którego trzeba wprowadzić wszędzie?
Speaker C:Znaczy wiesz, z faktami się nie dyskutuję, to znaczy ja nigdy nie dyskutowałem z faktem, że jestem niepełnosprawny. Jestem, kropka. Natomiast w tym, że jest się niewidomym, czy w jakikolwiek sposób ma się taką niepełnosprawność, jeszcze można być do tego dwa razy bardziej niepełnosprawnym i przeciwko temu się buntowałem. To znaczy, skoro nie widząc mogę pewne rzeczy robić, to nie należy tego robić za mnie albo na siłę próbować robić to ze mną. I to była taka jedna z takich rzeczy, to też był taki trochę, to była taka trochę kość niezgody u mnie w domu, bo rodzice wychodzili z założenia, że tam gdzie można mnie zaprowadzić, tam trzeba mnie zaprowadzić, a gdzie już nie ma wyjścia, muszę iść sam, no to trudno. No ale tak to byśmy do niczego nie doszli, no bo skoro tylko w incydentalnych sytuacjach miałbym gdzieś sam trafić, to znaczy, żebym nie trafił nigdzie, bo bym się nie nauczył po prostu jak się samodzielnie poruszać. No ale powiedzmy, no to był taki etap jakby zdobywania pewnej samodzielności, ale powiem ci, że to jest taka trochę sinusoida u mnie, Bo najpierw zdobywałem pewną samodzielność, uczyłem się jej, starałem się orientacja przestrzenna, chodzenie z białą laską, przekraczanie też jakichś obaw w związku z poruszaniem się w nieznanym terenie, etc. A potem przyszedł czas, kiedy stałem się członkiem wspólnoty, zamieszkałem ze wspólnotą życia. I tu uczyłem się jak zharmonizować te moje pragnienia, nie tyle niezależności, ale może właśnie samodzielności w sensie, no żebym jednak maksymalnie potrafił ogarnąć rzeczywistość. Jak to zharmonizować z życiem wspólnotowym w tym, że raczej staramy się robić wszystko razem z innymi i żeby zupełnie nie stracić tego, co jakoś zdobyłem przez lata. Także tu jest pewien taki Wiesz, taki balans potrzebny, przynajmniej w moim obecnym stanie życia.
Speaker B:No tak, to jest raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę.
Speaker C:Owszem.
Speaker B:Czy być mniejszym, bardziej samodzielnym, ale w tym wypadku jest to twój wolny wybór, a nie konieczność.
Speaker C:A tak, to zupełnie co innego.
Speaker B:No dobra, to jak to było w takim razie z tym twoim powołaniem? Ty jesteś, jak już powiedziałeś, we wspólnocie. O tej wspólnocie to jeszcze za chwilę sobie więcej porozmawiamy. Ale jak ktoś jest we wspólnocie i to wspólnocie życia, no to z reguły dlatego, że gdzieś po drodze spotkał Pana, jak to się mówi. Czyli miał jakieś mocne doświadczenie Jezusa, osobiste i to go prowadzi gdzieś dalej.
Speaker C:Pozmieniał te priorytety.
Speaker B:Tak, tak. A jak to było u ciebie? Najpierw zostałeś księdzem, potem się nawróciłeś, czy nawróciłeś się najpierw, a potem zostałeś księdzem?
Speaker C:To znów libertem możemy dalej ciągnąć. Jak już uczyniłem na wieki wybór, to w każdej chwili wybierać musiałem. Czyli jak się zacząłem nawracać, to był to pewien proces i on zachodził na linii czasowej całego mojego życia. No dobra. Początek to jest Ruch Światło-Życie, wspólnota oazowa. Do których przyjęli mnie jak swojego i to też było dla mnie szokiem, bo nie wszędzie, nie w każdym środowisku, nie przez wszystkich byłem przyjmowany po prostu z dobrodziejstwem inwentarza. Mam swoje ograniczenia.
Speaker B:Ty jesteś z Bydgoszczy, prawda?
Speaker C:Jestem z Bydgoszczy i tam we wspólnocie oazowej to druga rzecz. Zobaczyłem, że Jezus jest kimś żywym w życiu tych ludzi ze wspólnoty. Oni czytają Pismo Święte, ale traktują tego Jezusa jako kogoś obecnego w swoim życiu. No i pierwsze rekolekcje oazowe, czyli tzw. pierwszy stopień oazy nowego życia. To jest kerygmat w wydaniu czteropunktowym, czyli czterech praw życia duchowego. Takie proste głoszenie Bożej miłości, prawdy o naszym grzechu, o Bożym miłosierdziu, o zbawieniu, o wierze i nawróceniu. To były takie rzeczy, które mnie na tyle mocno dotknęły, tak uderzyły moje serce, moją głowę, że poruszyły moją wdzięczność po prostu za to, że Bóg jest tym, kim jest, że jestem dla Niego ważny, ale przede wszystkim, że On mnie kocha bezwarunkowo, że tak naprawdę wystarczy Mu uwierzyć, bo jak już Mu uwierzysz, to potem naturalnie przychodzi ci myśleć, dobrze, co ty Jezus zrobiłbyś na moim miejscu i to nawrócenie sprawia, że człowiek zaczyna zmieniać kryteria swojego życia. No i to też był moment, w którym poczułem się powołany. I teraz tak, do czego właściwie? Poczułem się powołany do tego, żeby oddać Jezusowi moje życie. To jest jakby pierwsze moje powołanie. Czyli właściwie to nie miało, sorry wszyscy księża ewentualnie słuchający nas, to nie było istotne, że ja będę księdzem. Najważniejsze było, że ja chcę Jemu oddać moje życie. A teraz jak? Nie miałem żadnych koneksji zakonnych, żadnych takich miejsc, w których bym mógł się znaleźć. To był rok pański 1983. I mówię, no cóż, to spróbuję w cudzysłowie najprościej, czyli do seminarium.
Speaker B:Wiesz, ale to chyba nawet nie jest najprościej. To w tamtych czasach była taka najbardziej oczywista rzecz. Ktoś kto coś więcej chciał dla Boga, coś więcej czuł, no to z automatu.
Speaker C:Zwłaszcza, że ja byłem w parafii diecezjalnej. Ja wiedziałem, że coś jest nie halo, że może być problem z tym, żeby mnie przyjąć za seminarium. Później się dowiedziałem, na czym ten problem polegał. Jak już zacząłem studiować prawo kanoniczne, w 86 roku rzeczywiście wstąpiłem do seminarium, ale okazało się, kiedy zacząłem już studiować prawo kanoniczne, że w tym 83 roku, kiedy poczułem się pociągnięty przez Jezusa, powołany przez Niego, doszło do zmiany kodeksu prawa kanonicznego. To znaczy, poprzedni kodeks, do tego czasu będący jakby panujący, w sensie, zakładał, że osoba w moim stanie zdrowia, osoba niewidoma nie może wstąpić do seminaru, nie może się przygotowywać, nie może być kandydatem do kapłaństwa. A od roku 1983, tak zwane kodeks Jana Pawła II, stanowił, że to biskup określa, czy stan zdrowia kandydata umożliwia przyjęcie go do seminarium i jego przygotowywanie się do święceń. Także stary, timing był po prostu genialny, precyzyjny.
Speaker B:Przypadek, tak przypadek nie są.
Speaker C:Przypadek, właśnie. Mówiąc klasykiem. Tak, timing jest genialny i naprawdę opatrzność to jest właściwie coś, co towarzyszy mojemu powołaniu. Także wstąpiłem do seminarium nie bez obaw moich przełożonych. Później się dowiedziałem jak dużo one były, te obawy. Oni tak mnie traktowali dosyć kurtuazyjnie i elegancko, ale później mówiono mi, że wcale to nie było takie łatwe. Ówczesny arcybiskup gnieźnieński warszawski, prymas polski, kardynał Józef Glemp po prostu powiedział przyjąć, kropka. No to mnie przyjęli. Później jego następca mnie święcił w 92 roku.
Speaker B:Dla tych, którzy mają szczególnie starsze daty, jakieś własne przemyślenia na temat kardynała Glempa, niekoniecznie pozytywne. Okazuje się, że ludzie są daleko bardziej złożeni i skomplikowani w swoich różnych... wewnętrznościach i potrafią podejmować również profetyczne decyzje, tak jak w tym wypadku. Ja cię zapytam o takie rzeczy, przepraszam, ale takie też techniczne, bo ja myślę, że to dla ludzi też jest ciekawe. My już jesteśmy bardzo zaawansowani technologicznie i to, że my dzisiaj sobie po prostu siedzimy, ja w Wangi, ty w Polsce. Robisz samodzielnie swoje studio telewizyjne, tak jak je Państwo widzicie. A ci, którzy nas słuchają na podcastach, muszą nam uwierzyć na słowo, że to wszystko jest profesjonalnie ustawione. To są czasy dzisiaj, ale w tych czasach, kiedy Ty zaczynałeś seminarium, to tak hop siup nie było. To proste rzeczy, oczywiste zupełnie dla człowieka widzącego. Mam Pismo Święte, mam brewiarz, mam książki, piszę w zeszycie. No to wszystko dla ciebie oznaczało coś innego. Jak to wyglądało? Ja to pamiętam, takie tylko potężne maszyny, jakieś takie monstrualne do pisania.
Speaker C:Mam nadzieję, że państwo mi uwierzycie na słowo, ale ja idąc na studia, umiałem już czytać i pisać. Naprawdę. Także, oczywiście brajlem. Na tabliczce lub na maszynie brajlowskiej. Czym się różnią? Myślę, że to nie jest moment, żeby w szczegółach tłumaczyć. Można sobie wygooglować tabliczka do pisania Braille'em i maszyna do pisania Braille'em.
Speaker B:Ja tylko dopowiem, wszystko wielkie, duże.
Speaker C:Nie, nie, tabliczka dyskretna.
Speaker B:No nie no, ok, dobra, tabliczka sama w sobie jeszcze nie była może, ale wszystko inne jest duże.
Speaker C:Tabliczkę notowałem, tylko trzeba było umieć szybko notować i najlepiej jeszcze znać polskie ortograficzne skróty braille'owskie. Znałem, notowałem, oprócz tego nagrywałem, oprócz tego uczyłem się z kolegami. razem, a oprócz tego w niektórych przedmiotach, no nie szło inaczej, trzeba było wydrukować skrypty, bo to były książki telefoniczne w cudzysłowie, nie wiem, archeologia biblijna, czy tam różne przedmioty biblijne właśnie z mnóstwem danych, cytatów, dat. no to tutaj drukarnia Polskiego Związku Niewidomych, a finansowanie Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, to dzięki nim miałem te niektóre skrypty, które musiałem po prostu mieć wydrukowane, bo inaczej by nie poszło.
Speaker B:Po święceniach, i tu jest ten moment, w którym my się spotykamy, zostałeś księdzem, normalnie księdzem parafialnym.
Speaker C:Diecezjalnym, tak to nazwijmy. Księdzem diecezjalnym, kardynowanym w archi diecezji gnieźnieńskiej ówczesnej, bo ona ówcześnie obejmowała także Bydgoszcz.
Speaker B:Młodzi nie wiedzą, być może.
Speaker C:Nie, teraz jest diecezja bydgoska i tyle.
Speaker B:Bydgoszcz, a Błotnica niedaleko koło brzegu, to jednak dość odległe i wiemy, to nawet mniej zorientowani będą wiedzieli, że to nie jest ta sama diecezja. To jak to się stało, że będąc księdzem gnieźniejskim wtedy jeszcze, trafiłeś dalej, poszedłeś gdzieś dalej, bo ja nie chcę tu świadomie mówić, jak trafili do Błotnicy, bo to byłby zbyt daleko idący przeskok. Ale coś się tam musiało wydarzyć takiego, że jednak nie zostałeś w Bydgoszczy, czy w Gnieźnie, czy gdziekolwiek na terenie diecezji.
Speaker C:Ja byłem ciągle w środowisku, związałem się z różnymi ruchami, wspólnotami odnowy Kościoła. Ruch Światło-Życie nieustannie. Też zacząłem poznawać różnych charyzmatycznych ludzi w Bydgoszczy, w różnych miejscach. Nie od razu mnie to przekonało jakoś bardzo, ale Pan Bóg jakoś tam pracował. Po drodze w seminarium też mieliśmy seminarium odnowy w Duchu Świętym prowadzone przez ojca Tomka Aleksiewicza, Dominikanina i wspólnotę Jerozolima. Więc tam też jakoś Duch Święty nade mną pracował. Poza tym miałem też przyjaciół z różnych wspólnot, właśnie i z Odnowy, i z Oazy przede wszystkim. Z nimi też bywaliśmy na różnych rekolekcjach. W 1991 roku było takie forum Ewangelizacja 2000, które poprzedzało Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie. Takie dwutygodniowe forum. Wielcy ludzie ewangelizacji, Daniel Ange, John Keating. Tam poznałem księdza Jana Kruczyńskiego, nawiasem mówiąc dawnego współpracownika księdza Franciszka Blachnickiego, czyli znów światło życie i to w najgłębszej, najczystszej formie. Także ta znajomość z księdzem Janem zaowocowała tym, że później rok później właśnie byłem też, nie ja sam, ale powiedzmy z różnymi ludźmi, byliśmy na rekolekcjach prowadzonych przez amerykańskie siostry zakonne, siostrę Angelinę i siostrę Jane z Denver. One przywiozły do Polski projekt ewangelizacyjny Dzieje 2 od drugiego rozdziału Księgi Dziejów Apostolskich. Tam znowu poznaliśmy sporo ludzi i w Bydgoszczy, w parafii gdzie pracowałem, rozpoczęliśmy taki roczny proces formacyjny właśnie według metodologii Dzieje 2. W tym samym czasie w innej parafii bydgoskiej ksiądz Jan Kruczyński prowadził rekolekcje i tam gromadziliśmy się po zajęciach rekolekcyjnych na plebanii, gdzie on mieszkał, gdzie się zatrzymał. No i groną kilkunastu osób z tych różnych wspólnot, z którymi w większości właśnie prowadziliśmy też w Bydgoszczy ten projekt Dzieje 2, zaczęła się nowa wspólnota. Wspólnota ewangelizacyjna. Nowa wspólnota, która miała za zadanie ewangelizować miasto. Taka była nasza idea. Jan też nam o tym mówił. No a pierwszym zadaniem tej wspólnoty, jakby ponadmiejskim, było przygotowanie za jakieś pół roku, tak zwanego, to się wtedy nazywało szkolenia nowej ewangelizacji, na jakieś 400 osób. Potem się okazało docelowo 500, a z ekipą 550.
Speaker B:Jeżeli ktoś z naszych widzów, słuchaczy słyszał kiedykolwiek o tym, bo ty też tego nie wypowiedziałeś, Kurs Filip zrobiony gdziekolwiek w większej ilości osób, prosimy nas poinformować. Bo może się okazać, że to jest na dzień dobry w Polsce Kurs Filip na rekordzie ilościowym nigdy nie pobitym. Ale być może, nie będę się kłócił, może ktoś wie o tym, że było gdzieś więcej.
Speaker C:W każdym razie, no właśnie wtedy się dowiedzieliśmy, że mamy organizować to szkolenie nowej ewangelizacji, że to było jedno z pierwszych zadań wspólnoty. No myśmy się naprawdę bardzo ucieszyli, że w ogóle do czegoś jesteśmy potrzebni, że ta wspólnota naprawdę coś ma konkretnego do zrobienia. I ksiądz Jan wtedy zorganizował mówców na to szkolenie nowej ewangelizacji. Pierwszą jego częścią był wspomniany przez ciebie kurs Filip, czyli taka podstawowa ewangelizacja, która zrodziła się w naszej wspólnocie, czyli w koinonii Jan Chrzciciel, we wspólnocie, której ja wówczas nie znałem. No ale przyjechali mówcy z koinonii śp. Emanuele Denardi, później ojciec Emanuele i ojciec Alvaro Gramatyka, jeszcze wtedy nie ojciec. W każdym razie oni dwaj plus jeszcze ekipa, Bo to był w ogóle drugi w Polsce kurs Filip. Drugi chronologicznie rzecz biorąc. I trzeci lub czwarty w ogóle w Polsce kurs Szkoły Nowej Ewangelizacji. Ponieważ Szkoła Nowej Ewangelizacji przyszła do Polski, myślę, że dzisiaj to już mało kto o tym pamięta, nie uprawiamy jakiegoś kombatanctwa, ale powiedzmy gwoli sprawiedliwości. W 1992 roku pierwszy w Polsce kurs Paweł. Przeprowadzony przez ekipę naszej wspólnoty razem z PPPrado.
Speaker B:Tutaj nie ma zbieżności przypadkowej nazw. Tak, to są te szkoły nowej ewangelizacji dzisiaj tak bardzo rozpowszechnione w Polsce. I tak to jest ten kurs Paweł, i tak to jest ten kurs Filip. Ci, którzy gdziekolwiek spotkali się ze szkołą ewangelizacji. No to na pewno musieli usłyszeć, a prawdopodobnie również uczestniczyć w tych kursach. Tu był początek proszę Państwa.
Speaker C:O ile kurs Paweł to jest przede wszystkim twórczość Jose Prado Floresa, to kurs Filip powstał w naszej wspólnocie. Tu Ricardo, nasz założyciel i jedni z pierwszych braci ze wspólnoty go sformułowali. Później on został opisany w książce, jak ewangelizować ochrzczonych. Tu też Pepe napisał taką książkę.
Speaker B:Tu ci wejdę w słowo, bo to jest ten moment, w którym my się spotykamy. To dla was będzie dość istotne później może. Zrozumiecie więcej z tej chemii, która jest między nami. Ja trafiłem do tej wspólnoty w momencie, w którym działy się te... Ta formacja w ramach Dzieje 2, ja w to nie wszedłem, bo to już było za późno, natomiast to były już przygotowania do tej letniej szkoły, do tych kursów, do tej formacji. Więc ja trafiłem do tej wspólnoty w momencie, w którym ona się przygotowywała do rzeczy wielkiej. Kompletnie przerastającej, tak po ludzku, możliwości funkcjonowania, działania, czegokolwiek. Pamiętajcie, to są czasy, nie ma. Tak, nie ma telefonów komórkowych, nie ma zbyt wielu prywatnych samochodów, nie było internetu. Słuchajcie, naprawdę młodzi mogą nie wierzyć. Są takie czasy, kiedy nie było internetu. I trzeba było zrobić wielkie, międzynarodowe szkolenie w mieście, też może nie największym na świecie, w Bydgoszczy. Tamto doświadczenie wywarło na mnie tak potężne wrażenie, że już później wszystko co się działo, jakoś działo się też przez pryzmat tamtego doświadczenia.
Speaker C:Żeby to zamknąć, to jeszcze tylko powiem, że drugą częścią tego szkolenia Nowej Ewangelizacji były takie warsztaty ewangelizacyjne prowadzone przez ICPE. To jest międzynarodowy katolicki program ewangelizacji z Malty. Zakończyło się to Marszem Chwały, Marszem Przez Miasto, Marszem Ewangelizacyjnym i orędziem wygłoszonym przez samego założyciela ICPE, Mario Capello. Tak to się zakończyło. To tak tylko, żeby już zamknąć temat. W każdym razie dla mnie to był początek bycia we wspólnocie, ponieważ ja usłyszałem w czasie kursu Filip takie, wiesz, głoszenie, propozycja i odpowiedź, no nie? Czyli taki dynamizm kerygmatyczny. Czyli, że zostaje do ciebie wypowiedziane słowo, nikt tobą, nikt ciebie do tego nie przekonuje, nikt nie próbuje, wiesz, manipulować twoimi uczuciami. Jest słowo i co ty na nie odpowiesz, no nie? To było dla mnie nowego, świeżo w miarę wyświęconego przez rok, wyświęconego księdza. To było dla mnie tak świeże. Ja uczyłem się homiletyki, uczyłem się głoszenia kazań. Ale to było dla mnie, to była absolutna bomba. Ja mówię, to jest coś uczciwego, to jest coś, tak by Jezus dzisiaj głosił. Mówię ci o tym, jak ja to wtedy czułem. Dlatego ja powiedziałem tym ludziom, którzy byli wtedy ze mną, mówię, słuchajcie, to nie jest może demokratyczne, Jeżeli ja mam uczciwie za czymś pójść, bo myśmy też szukali jakiejś tożsamości. Gdzieś przytulić się do jakiejś istniejącej wspólnoty, czy budować jakiś własny charyzmat na jakiej podstawie i tak dalej. Dla mnie to było tak. uczciwie, to chciałbym iść drogą koenonian chrzcicieli. Więc jeżeli ktoś chce być razem ze mną, to zapraszam. No i wtedy nie wszyscy się na to zdecydowali.
Speaker B:To już jest osobna historia, pasjonująca swoją drogą. Ale nie o tym dzisiaj. Tak jest, tak jest. Jak u Hitchcocka zaczynało się od częścienia ziemi, a potem napięcie już tylko rosło. Ale nie o tym dzisiaj. Więc ty wciąż jeszcze w tym momencie...
Speaker C:W nieaktywnym już, ale jeszcze wiszącym w internecie podcaście Poznajomości. Więc jeżeli ktoś chce sobie poszukać w głębiach archiwów, to podcast Poznajomości mój, którego nie zamknąłem jeszcze, ale już dawno, dawno nie miałem możliwości.
Speaker B:No poczekaj, a jest szansa, żebyśmy w komentarzu, w opisie tej naszej rozmowy to wrócili?
Speaker C:Oczywiście umieścimy.
Speaker B:No to będzie. Jak kogoś to interesuje, to proszę bardzo.
Speaker C:To będzie opis pierwszych pięciu lat mojego kapłaństwa. W rozmowie z Tobą i wspominamy wtedy właśnie życie wspólnotowe. To też jest ciekawe, bo to też mówi trochę o życiu charyzmatycznym czy wspólnotowym w ogóle w tamtych czasach. Troszkę tak też rozszerzyliśmy. To tylko tyle.
Speaker B:No to zapraszamy. To w takim razie kogo to interesuje to już nie będziemy o tym dzisiaj rozmawiać, a tam będzie można sobie posłuchać naszej Z archiwizowanej, ale wciąż świeżej przecież rozmowy. Ty wciąż, będąc tutaj poruszony, jednak jesteś mocno zakorzeniony formalnie w diecezji więźnieńskiej.
Speaker C:Formalnie i w ogóle pod każdym względem. Najpierw pracowałem przez dwa lata w parafii Matki Bożej, Matki Kościoła w Bydgoszczy. A po dwóch latach, tu też dużo by opowiadać, jak to wszystko się działo, ale zostajmy na tym, że po dwóch latach nastąpiła zmiana i zostałem przeniesiony do parafii pod wezwaniem św. Antoniego, również w Bydgoszczy. Natomiast w międzyczasie, w 1994 roku wziąłem udział w Międzynarodowej Szkole Ewangelizacji prowadzonej przez Koinonię Jan Chrzciciel. Czyli jak raz 30 lat temu i tam w czasie kursu JAN, to jest kurs uczniostwa, ja się poczułem zaproszony do wspólnoty wewnętrznej, czyli do wspólnoty życia, do wspólnoty celibatariuszy, bo nasza wspólnota to są zarówno świeccy, czyli osoby żyjące w swoich domach, jak i osoby, które poczuły się wezwane do życia w dziewicji dla Królestwa Bożego. Bez żadnej konieczności, bo wiecie, ja ksiądz to bez łaski. Albo przyjmuję kapłaństwo i w związku z tym wybieram życie w celibacie, albo nici. Natomiast u nas we wspólnocie ludzie przychodzą właśnie ze względu na to, żeby całe życie oddać Panu, czyli gdzieś w głębi, To moje pierwsze powołanie, to moje pierwsze pragnienie oddania życia Panu, niezależnie od tego czy będę księdzem czy nie. Tu się miało jakoś zmaterializować i to w relacjach z ludźmi. Ja też braci i siostry celibatariuszy ze wspólnoty poznałem właśnie tam w Rzymie. Pierwszych znałem już z kursów Filip czyli Alvaro i Emanuele, ale tam poznałem ich więcej. I przede wszystkim zobaczyłem jakie są relacje między nimi, że były bardzo prawdziwe, że oni się przyjmowali, że owszem to wszystko było ludzkie, czasami było jakieś spięcie, ale to zawsze kończyło się przebaczeniem. A przede wszystkim oni chcieli być ze sobą, oni chcieli ze sobą przebywać. Nawet jeżeli cały dzień była robota, bo przecież prowadzili kursy ewangelizacyjne, to później wieczorami co jakiś czas widzieliśmy ich wychodzących gdzieś ze środka rekolekcyjnego, gdzieś na pizzę albo gdzieś do domu oazy naszej. Gdziekolwiek, żeby się oderwać, żeby być ze sobą. Panie Jezu, co to za wspólnota jest? No i w czasie tego kursu Jan rzeczywiście tak w sercu zrozumiałem, że to jest moje miejsce, a tak mi się przynajmniej wydawało. Ale też rozumiałem, że wspólnota, którą założyliśmy z przyjaciółmi w Bydgoszczy, jest bardzo młodą wspólnotą. Jak przyjdzie jakiś wikar już po mnie, to może z niej zrobić, co tylko mu się będzie chciało. Więc jeszcze myślałem sobie, Panie Jezu, to ja jeszcze tu zostanę przez jakiś czas, tak żebyśmy się troszkę umocnili, żebyś zobaczył Panie, kto tutaj mógłby być odpowiedzialny za tę wspólnotę, jacyś animatorzy. No i też ta nasza droga, żeby się określiła jeszcze bardziej, żebyśmy się utwierdzili. No i rzeczywiście przez trzy lata jeszcze pozostałem w Bydgoszczy, a później za zgodą mojego biskupa diecezjalnego najpierw pojechałem na dwa tygodnie takiego doświadczenia życia wspólnotowego, a później już wstąpiłem do wspólnoty. W styczniu 98 już wyjechałem do wspólnoty na stałe i też inkardynowałem się do diecezji pilsneńskiej w Czechach. To też jest ważny etap, czyli przestałem być księdzem archidiecezji gnieźnieńskiej, a stałem się księdzem diecezji pilizyjskiej w Czechach, bo tam biskup przyjmował księży, którzy chcieli wstępować do naszej wspólnoty.
Speaker B:Nie miałeś takiego dylematu wewnętrznego rozdarcia czy napięcia pomiędzy takim życiem, ja to bardzo umownie nazwę takim byciem księdzem w mainstreamie, bo to jednak są czasy, w których Kościół święci triumfy. Kościół jest potęgą jeszcze w Polsce. Tak to przynajmniej wyglądało.
Speaker C:Mnie już też kamieniami obrzucali jako wikarego w parafii.
Speaker B:Serio? Nie słyszałem tego, nie wiedziałem. No ale tak czy inaczej, w takim większym obrazku to jednak wciąż jest silny, mocny kościół. No właśnie, żeby zostać w bezpiecznej strukturze, A ty jednak zdecydowałeś się na to, żeby pójść na dość niepewny chleb. Bo poszerzałeś tę wspólnotę, o której w dziejach można by tak przeczytać, że wszędzie spotyka się ze sprzeciwem.
Speaker C:Ale przemowy. Tak szczerze. Po pierwsze, znając mnie, to wiesz, że mnie nigdy nie kręciła bezpieczna struktura. to jakby ja już wtedy, kiedy byłem w parafii, to w tej parafii byłem w dużej mierze w oparciu o to, co robiliśmy we wspólnocie. Czyli to już dla mnie była wartość sama w sobie, życie wspólnotowe. Ewangelizacja, tak, ale przede wszystkim bycie z wami, z ekipą. Więc jeżeli by mnie coś miało rozedrzeć wewnętrznie, to najwyżej relacje z wami, z tymi którzy wtedy byli we wspólnocie. No ale tak naprawdę przede wszystkim chodziło o wolę Bożą. Znaczy tak, ja zawsze sobie zadawałem pytania, czy to czego ja pragnę jest wolą Bożą. Najpierw to było pójście do seminarium. Jeżeli to jest twoja wola, to ty zrób tak, żebym zdał tę maturę i żebym mógł wstąpić do seminarium. I ja widziałem jak to się wszystko rozwijało i ja już sobie potem nie zadawałem pytania, mam być księdzem czy nie mam być księdzem. Widziałem jak mnie Bóg prowadził. Tak samo teraz czuję się powołany do tej wspólnoty, ale wiem, że się okaże, czy tak jest, kiedy poproszę wspólnotę o rozeznanie tego powołania, czy wspólnota mnie przyjmie, czy nie. I było tak, że napisałem do Ricardo, notabene Ola, twoja żona, tłumaczyła ten mój list na hiszpański.
Speaker B:Ricardo to jest Ricardo Arganieras, założyciel, koinariusznicer.
Speaker C:No i napisałem do Ojca Ricardo. On mnie wtedy przyjął na ten czas takiego rozeznania, powołania. I tam też poprosiłem o modlitwę wspólnotę i wspólnota się pomodliła nade mną. Dostałem takie słowo, które nie musiało być tak bardzo jednoznaczne, chociaż okazało się później bardzo profetyczne. Ale akurat Ricardo nie było wtedy w Camp Armaud, czyli w miejscu gdzie powstała nasza wspólnota i gdzie ja to moje powołanie rozeznawałem. I kiedyś tam przyjechał, tak jesteśmy w przedpokoju klauzury naszej braterskiej i mówię do niego, słuchaj Ricardo, bo wiesz wspólnota się modliła za mnie wczoraj w sprawie mojego powołania i tak dalej. Dostałem takie i takie słowo. Chciałbym żebyś mi pomógł to rozeznać. A on mnie pyta, no dobrze, ale ty chcesz? No ja to bardzo chcę. No to ja cię przyjmuję. Także wolę Bożą, że tak powiem, miałem za sobą, już wiedziałem o co kamon. I właściwie to już o żadnym rozdarciu nie ma mowy. No tyle.
Speaker B:Powiedz tak w takich kilku prostych zdaniach, jaka jest różnica między życiem księdza W parafii, a we wspólnocie takiej jaką jest nasza koinonia i uszciciel.
Speaker C:Po pierwsze zastrzeżenie takie, że ja mówię o byciu księdzem w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Bo ja, owszem, obserwuję troszkę jak żyją dzisiaj księża, ale nie mam takiej pełnej wiedzy na ten temat. Ksiądz, który żyje w parafii jest do dyspozycji ludzi w parafii, proboszcza. No i rzecz jest taka, że wszystko zależy od tego na kogo się trafi. Na jaką parafię się trafi, na jakiego proboszcza się trafi, etc. I teraz żebym miał Ci pokazać szczegóły tego, to musiałbym zacząć opowiadać o tym jak było u nas w parafii. To nie ma większego sensu, bo w każdej parafii to może wyglądać inaczej. Ale to co na pewno wiem, to to, że ja dzisiaj będąc we wspólnocie jestem współzależny od moich braci i sióstr, ale też jestem ich częścią. Nie jestem duszpasterzem, który ma swoją działkę do zrobienia i odpowiedzialności i jest punktem odniesienia dla wiernych etc. Ja owszem sprawuję sakramenty. Dzisiaj odprawiłem mszę tutaj u nas w domu, byli na niej i ci którzy przychodzą tutaj z okolicy, nasi przyjaciele, i młodzież, która wczoraj była na pierwszym w Błotnicy uwielbieniu młodych. Bardzo przyjemne spotkanie notabene. Czyli tak, normalnie odprawiamy mszę, ale nasze duszpasterstwo, czy to nasze oddziaływanie pastoralne jest wspólne. Za tydzień mamy tu bierzmowanie. Chłopcy i dziewczyny z Polski, z różnych naszych wspólnot przyjadą tutaj. Emeryt biskup Edward Dajczak będzie ich bierzmował u nas.
Speaker B:Naprawdę? Przyjedzie biskup Dajczak?
Speaker C:Tak, przyjedzie biskup Dajczak. I słuchajcie, jest tak, że bierzmowanymi kandydatami zajmuje się Daniel, Agata, zajmuje się wspólnota.
Speaker B:Nie.
Speaker C:Wiem, papierologią właśnie dzisiaj zajmuje się Dominika, karty bierzmowanie, uzupełnia i tak dalej. Normalnie by to robił, nie wiem, katecheta prefekt, jakbyśmy nie tytułowali tych księży. A tutaj u nas zajmuje się tym wspólnota, no nie? I każdy robi to, do czego został wyznaczony, czy w jakiej posłudze jest. Robimy to razem. Ta nasza działalność jest wspólna. To jest troszkę trudne do wyjaśnienia, bo nawet w zakonach jest to troszkę inaczej. Nawet tam, gdzie jest wspólnota, gdzie oni rzeczywiście mają też duże poczucie wspólnoty, to jednak Dużo więcej jest w takiej działalności indywidualnej. Ty robisz to, ty robisz to, ty robisz tamto. A my u nas większość rzeczy robimy razem i każdy ma jakąś część do zrobienia.
Speaker B:To nie jest może temat naszej rozmowy, ale jak już jesteśmy w takim miejscu, to jest chyba dobry moment na to, żeby to ludziom wyjaśnić. Bo tu się robi taki obraz dla człowieka niewtajniczonego już trochę zamieszania. Byłeś w Gnieźnieńskiej. Potem pojechałeś do Włoch, do Kamparmo w tej małej miejscowości, ale to byłoby nadużycie, takiej posiłku, kilku domów gdzieś zagubionych w górach. Tu pojawia się jakaś postać biskupa Pilzna. Ty mieszkasz pod Kołobrzegiem. Jaki jest status tej wspólnoty naszej, Koinonii i Jan Chrzciciel pod Kołobrzegiem w Błotnicy?
Speaker C:To omówię dwie rzeczy. Zacznę od tego, jaki jest mój status tutaj jako księdza. Na podstawie konwencji między biskupem moim, to znaczy mojej inkardynacji, w tym wypadku jest to biskup Tomasz Holub w diecezji pilzniejskiej w Czechach, Drugą stroną tego trójkąta, tej konwencji jest przełożony generalny naszej wspólnoty, ojciec Giuseppe De Nardi obecnie. A trzecim kątem tego trójkąta jest biskup diecezjalny diecezji Koszalińsko-Kołobrzeskiej, w której mieszkam i przebywam. Te konwencje podpisał jeszcze biskup Edward, biskup Emeryt, a w tej chwili naszym ordynariuszem jest biskup Zbigniew Zieniński. A my jako wspólnota jesteśmy prywatnym stowarzyszeniem biednych.
Speaker B:Taką mamy sytuację na dzisiaj. Ja trochę wrócę do początku naszej rozmowy do tego, że ty jesteś niewidomy. że też inaczej widzisz świat. Inaczej widzisz... To jest takie stare hasło.
Speaker C:Widzisz? Ja to widzę inaczej.
Speaker B:Ja to widzę inaczej. I w jaki sposób ty odbierasz rzeczywistość? No właśnie, nie posługując się wzrokiem.
Speaker C:Teraz powinienem powiedzieć, że to jest bardzo dobrze zadane pytanie.
Speaker A:Przepraszam.
Speaker B:Wsadziłem Cię na minę w tej chwili.
Speaker C:Bo jak opowiadasz o czymś, to dobrze jest zawsze mieć jakiś punkt odniesienia, no nie?
Speaker B:No tak, mieć chociażby porównanie jakieś.
Speaker C:Świat, który ja odbieram, myślę, że nie bardzo się różni od tego, który widzisz Ty, tylko bodźce, które do mnie docierają są pewnie inne niż te, które docierają do Ciebie i do Was widzowie i słuchacze. Czyli to jest, znaczy to zawsze można sobie spróbować, nie? Można sobie spróbować pochodzić w goglach takich zamykających dostęp do światła i spróbować zobaczyć świat przez pryzmat pozostałych zmysłów. Po jakimś czasie byście się przekonali, że pewnych rzeczy do tej pory nie słyszeliście, nie czuliście powonieniem. Odkrylibyście rzeczy, których w ogóle do tej pory nie dostrzegaliście w świecie, a są. Dlaczego? Dlatego, że jednak zmysł wzroku jest takim zmysłem pierwszego wyboru. Widzisz, reagujesz. Nawet to, że ktoś do ciebie mówi, przepuszczasz przez pryzmat tych wszystkich pozawerbalnych sygnałów, jakie do ciebie docierają. Natomiast ja niewątpliwie, i tu myślę, że to jest ważne, żyję w logosferze, czyli w sferze słowa. Czyli pewne rzeczy dostrzegalne na pierwszy rzut oka, one do mnie nawet na drugi ani nawet na trzeci rzut nie docierają. Więc ja na przykład dużą wagę przywiązuję do słów, do sposobu mówienia, co jest bardzo trudne do przyjęcia dla niektórych. Bo wiecie, ludzie różnie mówią po polsku, a to co ktoś myśli, że mówi czasami nie jest tym, co ja rozumiem, że on mówi. Bo on sobie coś skrócił, a powiedział coś zupełnie innego. Więc ja duże znaczenie przywiązuję do słów wypowiadanych, ponieważ one mi mówią o świecie, który mnie otacza. O intencjach ludzi, którzy ze mną rozmawiają i słowa są tym, w czym ja żyję. Nie obrazy, tylko słowa. Ale na pocieszenie przypomnę, że wiara rodzi się z tego, co się słyszy. Tym co się słyszy jest Słowo Boże, o ile chcemy Go słuchać.
Speaker B:Ja tu mam osobiste, trudne doświadczenie z tym twoim innym odbieraniem rzeczywistości, szczególnie z tym wyostrzonym słuchem. Naprawdę wierzcie mi drodzy widzowie, słuchacze, ile razy ja usłyszałem, że coś źle jest nagrane w naszej Spiżarni Wiary, że coś jest nie tak. I możecie mi wierzyć, ja tego nie tylko nie słyszałem nagrywając, ale ja tego nie słyszałem nawet przesłuchując później. On to słyszy, ja nie wiem o czym mówi. Wierzę mu, że tak to brzmi w jego uszach i nic nie jestem w stanie z tym zrobić. To jest ta przestrzeń, do której ja nie jestem w stanie dotrzeć. Mogę tylko mu zaufać, żeby to poprawić.
Speaker C:Właśnie powiem ci, że to co mnie zdumiewa, myślałem, że mi już w tobie nic nie zaskoczy, a już zwłaszcza na plus. To, co mnie zdumiewa, to jest to, że on jest w stanie jeszcze zaufać, uwierzyć i dać się przekonać do pewnych rozwiązań, które później naprawdę znacznie poprawiają odbiór tego, co robi. Naprawdę dziękuję ci bardzo za twoje zaufanie.
Speaker B:To muszę wam powiedzieć, szczególnie tym, którzy słuchacie tych nagrań na kanale, który kiedyś nazywał się Kuchnia Zwycięzców, Krawczak TV, jakkolwiek to się nie nazywało, a teraz nazywa się Spiżalnia Wiary. I pamiętacie jakość nagrań z pierwszych lat funkcjonowania tego kanału i słyszycie co jest dzisiaj, no to zasadniczo zawdzięczacie tę poprawę jakości właśnie Robertowi. To tak w 100%. Podziękujcie Robertowi, bo to właśnie dzięki niemu możecie mniej cierpieć słuchając naszych nagrań. Dobra.
Speaker C:To tyle jeśli chodzi o mój sposób odbierania świata.
Speaker B:Ci, którzy Ciebie widzą teraz, widzą Ciebie w słuchawkach z jakimś takim wypasionym radiowym mikrofonem. W tle, to może nie każdy wiedzieć, są takie szare ekrany, które są ekranami pochłaniającymi dźwięk. To wszystko sugeruje, że to wygląda jakbyś był w studiu radiowym. No ale dziennikarstwo to jest rzeczywiście twoja nie tylko pasja, prawda?
Speaker C:Tak, dlatego, że ja skończyłem odpowiednio studia w zakresie dziennikarstwa, marketingu i public relations.
Speaker B:Ktoś potrzebuje specjalisty w tych obszarach, no tutaj proszę bardzo.
Speaker C:Powiem tak, ja jestem w faktykujący sposób ograniczony, bo ja jednak przede wszystkim moim powołaniem i moim życiem jest życie wspólnotowe. Natomiast w ramach tego życia wspólnotowego staram się, żeby to czego się nauczyłem służyło też mojemu powołaniu. Także jeżeli dzisiaj się spotykamy na antenie, że tak powiem, To właśnie dlatego, że to jest część mojego powołania, a nie dlatego, że Przemek nie miał kogoś do towarzystwa. Tylko dlatego, że jest to jego i moje powołanie i dlatego się spotykamy tutaj.
Speaker B:Ale skąd w ogóle pomysł na dziennikarstwo? Czy to był właśnie pomysł, czy to tak wyszło powołanie? Jakoś to jednak widziałeś i rozpoznałeś.
Speaker C:Wiesz, ten taki drive miałem już wcześniej, zresztą ty mnie...
Speaker B:Ja to wiem.
Speaker C:Będzie coming out teraz.
Speaker B:Nie wiem, czy jestem przygotowany na ten moment, bo myśmy tego nie ustalali. Dobrze, niech będzie.
Speaker C:Krzysztof Krawczak, tu obecny twórca Spiszarniej Wiary, czy jeszcze poprzednich jego wcieleń, wciągnął mnie w 90. Trzecim roku do pracy w Radiu Maryja. Tym Radiu Maryja. I tam że pracowałem do kiedy potrafiłem, czyli jakieś półtora roku do końca roku dziewięćdziesiątego czwartego. No co, miałem dyżury speakerskie, prowadziłem audycje muzyczne. Keith Jarrett i Grzegorz Turnau, no to takie może bardziej skrajne jeśli chodzi o Radiu Maryja. nazwiska, które tam wprowadziłem.
Speaker B:Wierzcie, naprawdę musicie wierzyć na słowo. Były takie czasy w Radiu Maryja, kiedy można było posłuchać Grzegorza Turnała.
Speaker C:Tak. I usłyszeć opowieści Jasia Budziaszka. Pamiętam, że jak zapowiedziałem, że on był perkusistą zespołu Skaldowie, grał też w różnych jazzowych zespołach, jazz mission, jakieś tam inne. To jak tylko się skończyła zapowiedź i weszła na antenę opowieść Janka, nagrana w jego domu zresztą, to natychmiast zadzwonił telefon. Biuro mnie wezwało, żebym tam odebrał telefon i dostałem taką burę przez ten telefon. Zostałem objechany, że jakim cudem, że w naszym radiu tutaj jazzu nie będzie. No ale na szczęście mogłem się usprawiedliwić, że muszę już iść na antenę, bo trzeba zapowiedź zejściową zrobić na zakończenie tej opowieści. No i tak sprawę załagodziliśmy. No ale dobra, to było Radio Maryja. Ja miałem w sercu w ogóle powstanie jakiegoś radia chrześcijańskiego. Jak powstało Radio Maryja, mówię, czyżby to było to radio, o które chodzi? Przemek był wcześniej w tym radiu niż ja i on mnie tam wciągnął. Pracowaliśmy przez chwilę razem, on i ja. Potem Przemek wystąpił ze Zradia, następnie ja wystąpiłem z tego Zradia i tyle. Potem mieliśmy epizody w jakichś radiach takich diecezjalnych. Pamiętasz takie tam epizody różne. Tak jest. I ja już będąc we wspólnocie miałem też epizod z prowadzeniem takiego ekumenicznego serwisu internetowego. No i wspólnota widziała, że to jest właściwie coś, co ja ewentualnie wydaje się, że umiem, a przynajmniej chciałbym, mógłbym robić. W związku z tym też wspólnota mnie wysłała na studia. W 2005 roku poszedłem na dziennikarstwo na UKSW. To takie dwuletnie studia podyplomowe. No i słuchajcie, wtedy zaczęła się historia naszego czasopisma wspólnotowego. To się nazywało Ke Kako od Kerigma Charisma Koinonia. To jest taki zresztą projekt pastoralny i duchowość, która powstała w 1994 roku, zresztą na moich nomen omen oczach, bo wtedy w czasie tej szkoły słynnej ewangelizacji, w której brałem udział, był też taki kurs Ewangelizacja z Mocą, który prowadzili razem, uwaga, w świętej pamięci ojciec Emiliano Tardif, myślę, że wielu z was znany, potem ojciec Ricardo Arganiaras, założyciel naszej wspólnoty i Pepe Prado Flores, czy José Prado Flores, znany świecki, meksykański Ewangelizator, który nawiasem mówiąc po 30 latach w tym roku również będzie w ekipie Kursu Paweł w naszej Międzynarodowej Szkole Ewangelizacji. Także tak, i tam się zrodziło to KKK, które później stało się też tytułem naszego czasopisma. Ono istniało w formie papierowej przez lat kilkanaście. Później było KKK.net, które razem z Przemkiem robiliśmy, czyli takie multimedialne wydanie. Może nie samego czasopisma, ale no też staraliśmy się publikować jakieś treści właśnie takie multimedialne. No i mam wrażenie, że jesteśmy na tym samym szlaku ciągle. Próbujemy nasze powołanie realizować też w środkach społecznego przekazu, jak to się kiedyś mówiło. Dzisiaj w mediach społecznościowych, teraz to jest YouTube bardziej niż jakieś tam telewizory czy radio stacje.
Speaker B:Patrzę na zegar i wiem, że powoli będziemy musieli lądować. Ja mam taką nadzieję, że ci którzy nas słuchają, którzy nas oglądają, zaczynają sobie mniej więcej wyrabiać zdanie na Twój temat, jakby widzą Ciebie jakoś tak. Szerzej. Skąd przybyłeś? Bo właśnie to skąd przybyłeś jest tutaj o tyle istotne, że ty nie jesteś tutaj przelotem, tylko zostaniesz z nami mam nadzieję na dłużej w Spiżarni Wiary.
Speaker C:Czy zdecydujesz słówki oglądalności?
Speaker B:Zdecydują reklamodawcy. Żartuję oczywiście. Więc to będzie nowy format i będziemy go razem odkrywać. W większości przypadków będziemy razem. Będziemy rozmawiać, będziemy zapraszać gości do naszego studia wirtualnego. Powiedz Robert, bo my sobie rozmawiamy na ten temat, co byśmy tutaj chcieli, ale to jest teraz Twój czas. Co Ty byś chciał? Jak Ty widzisz tę nową przestrzeń, ten nowy format? Co byś chciał tutaj pokazać?
Speaker C:Wziąwszy pod uwagę też pochodzenie Twojego kanału, to znaczy Twój kanał się zrodził z chęci dzielenia się dobrą nowiną. Moje powołanie, to czym żyję na co dzień, też z tego pochodzi, też się z tego narodziło. Myślę, na pewno ja bym chciał, żeby nasi słuchacze i nasi widzowie z jednej strony znajdowali dobrą nowinę w tym, co będziemy mówić. Z drugiej strony zgłębiali też treść dobrej nowiny, którą głosimy my jako Kościół katolicki, my jako wspólnota katolicka. Chciałbym, żebyśmy mogli rozmawiać na tematy, które są żywe w wierze. To o czym też mówisz zawsze opisując twój kanał, że jest to miejsce, w którym się rozmawia o wierze, o Słowie Bożym i o Kościele. No to tak, chcielibyśmy o tym rozmawiać, chcielibyśmy też zadawać pytania żywotne, mam nadzieję dla was, rozmawiać na tematy, które jakoś nas albo nękają, albo ekscytują w wierze, w naszym życiu kościelnym. Ja mam nadzieję też opowiadać historię konkretnych osób, bo to też myślę, że warto o tym powiedzieć. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, że nasza współpraca w Spiżarni Wiary, to będzie też współpraca wiązana, bo ja cały czas jeszcze odpowiadam za podcast Kojnu Nijan Chrzciciel i w nim Będzie prawdopodobnie można usłyszeć historię również osób, które będą występować, przynajmniej niektórych z nich, które będą występować tutaj na antenie. O ile tutaj na antenie będziemy rozmawiać na jakiś temat, to będę się starał, żeby te osoby zechciały opowiedzieć coś więcej o sobie i wtedy to będzie podcast, wtedy to będzie audio. Dziedzina mediów, która jest mi dużo bliższa niż wideo, trzeba to sobie jasno powiedzieć. No i to tak to na razie wymyślamy, ale wiecie i Przemek i ja jesteśmy otwarci na to, co się może jeszcze wydarzyć. Mamy jeszcze nasze znakomite koleżanki, czyli Magdę Jóźwik i siostrę Joannę Nowińską. z którymi też pewnie będziemy o tym rozmawiać. Zobaczymy, jeszcze jest Joanna Gawłowski, więc jest taka ekipa tego kanału, co zapewnia, że nasze wyobrażenia będziemy mogli jakoś urealnić, zobaczyć, przyjrzeć się temu i wspólnie jakoś to ciągnąć do przodu.
Speaker B:Jeżeli macie pomysły na rozmowy, na tematy, które powinniśmy podjąć, to śmiało kontaktujcie się z nami, bo wszystkie tutaj możliwości są na stole i chętnie skorzystamy też z waszych sugestii, jeżeli tego będziecie chcieli. Współuczestniczyć, współtworzyć treści, które tutaj są. Robert, bardzo Ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Dzięki Ci za to, że pokazałeś się tutaj, ujawniłeś w Spiżarni. I mam nadzieję, że to co będziemy tworzyć wspólnie rzeczywiście będzie dla dobra naszych widzów, słuchaczy, dla wszystkich.
Speaker A:Dzięki.
Speaker C:Dziękuję Ci bardzo. Pozdrowienia dla wszystkich. Do zobaczenia, do usłyszenia.
Ta rozmowa jest początkiem obecności ks. Roberta Hetzyga w Spiżarni Wiary, a właściwie początkiem współpracy Spiżarni i Podcastu Koinonii Jan Chrzciciel. Dzisiaj wstępna prezentacja czyli historia życia, nawrócenia i powołania ks. Roberta. Kto go zna, wie, że jest dość nietypowym księdzem, bo księdzem niewidomym. Jak się żyje nie widząc i skąd niewidomy ksiądz wziął się w Koinonii Jan Chrzciciel? - Posłuchajcie!
Odnośnik do wspominanej w dzisiejszym odcinku podcastu rozmowy Przemka i Roberta sprzed lat: https://podcasters.spotify.com/pod/show/poznajomosci/episodes/Pikni-i-modzi---rozmowa-z-Przemkiem-Krawczakiem-eb5agq?fbclid=IwZXh0bgNhZW0CMTEAAR05_NKHrLmpQlijMDlWseAwxlKnJs9lS8dr6wPLo2L_w7YEgyE7iG80hvI_aem_Fz4jdGqWzsJ5oBAWKiSXEA
Wszystkie odcinki z podziałem na cykle tematyczne znajdziesz na www.koinoniagb.pl/podcast Obserwuj kanał Podcast Koinonii Jan Chrzciciel w WhatsAppie
Find out more at https://koinonia.pinecast.co